-Severusie, zabierz ją stąd i doprowadź do porządku - rzucił od niechcenia machając ręką Riddle.
-Tak jest, mój Panie - mruknął Nietoperz, rzucając na bezwładne ciało Gryffonki zaklęcie lewitacji i opuszczając w pośpiechu salę.
Dotarcie do komnat zajęło mu bardzo krótko. Był wściekły.
Odłożył wyczerpane ciało dziewczyny na kanapę, a sam ruszył po niezbędne eliksiry. Gdy wrócił, zastał dziewczynę siedząca i tępo wpatrującą się w okno.
- Granger, Ty idiotko! Coś Ty sobie myślała? Dołączyć do Czarnego Pana? Przebywanie z Potterem i Weasleyem wyprało Ci mózg!? -naskoczył na nią, lecz widząc łzy zbierające się w jej oczach dodał tylko:
- W każdym razie sama właśnie skazałaś się na śmierć. Wypij, to zregeneruje Twoje siły. Druga fiolka to Eliksir Słodkiego Snu, weź go i idź się położyć, porozmawiamy jutro. Tam masz sypialne - wskazał dłonią na drzwi po lewej stronie od tych, przez które weszli.
- Dziękuję panie profesorze - wyjąkała i zboloała ruszyła w stronę wskazanego miejsca.
Położyła się na łóżku i wpatrywała się w sufit. Czuła się jak ogłuszony gumochłon. Bolał ją każdy mięsień i skóra w miejscu, w którym dotykała czegoś cieplejszego niż śnieg w jej celi o poranku. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak wielu kwestii nie przemyślała, a teraz już było na to za późno. Osiągnęła tylko jedno - godniejsze warunki do egzystencji.
Wypiła duszkiem eliksir od Snape'a i zasnęła w ciepłej, miękkiej pościeli.
Od upadku Granger zebranie trwało długo. Zdecydowanie zbyt długo. Lord opowiadał o niezbędnych do złapania czarodziejach, składnikach eliksirów i o zbliżających się egzekucjach więźniów. Kazał przyprowadzić tych, osadzonych w celach o numerach 1, 2 i 3.
Pierwsza ofiara okazała się być Puchonką podejrzaną o współpracę z Zakonem Feniksa. Dostała ostatnią szansę by powiedzieć coś przydatnego, lecz jej nie wykorzystała. Riddle zabił ją patrząc z obrzydzeniem na to, jak jej brudna krew brudzi jego piękny parkiet.
Więźniem z kolejnej celi był Filius Flitwick - nauczyciel zaklęć w Hogwarcie, który został złapany wraz z Hermioną. Karzeł był torturowany, poddawany bardzo silnemu zaklęciu Legillimens lecz nie powiedział ani słowa. Nawet po podaniu Veritaserum nie wydał z siebie głosu. Zniecierpliwiony Czarny Pan w zamian za tak nieowocną współpracę odciął mu język, by już nigdy nie musiał nic mówić i odesłał do lochu.
Ostatnim "szczęśliwcem" okazała się Cho Chang - Krukonka zakochana najpierw w zamordowanym Cedricu Digorym, a później w Potterze.
Draco wstrzymał oddech. Wiedział, że ją złamali, że będzie mówiła. Była zwyczajnie słaba, zwłaszcza, że złapano ją poprzedniego dnia. Z jednej strony czuł, że to nielojalność wobec Voldemorta, ale z drugiej błagał w myślach, by okazała się silniejsza niż wygląda i nic nie powiedziała, jednak Merlin go nie wysłuchał. Dziewczyna padła na kolana przed Riddlem i błagała o łaskę i obiecała powiedzieć wszystko. Kazał jej wstać, a ona z opuszczoną głową opowiedziała, gdzie ukrywa się Zakon, jak dostali się do zamku opanowanego przez śmierciożerców i podała potencjalne miejsca ich kryjówek. Lord był wyraźnie zadowolony. Pozwolił Chang wrócić do celi, a po jej wyjściu zaoferował ją śmierciożercom jako "osobistą pomoc" co jednak oznaczało niewolnicę.
Zgłosili się Dołohow, Carrow, młody Goyle i Augustus Rockwood. On spojrzał na nich i ostatecznie zdecydował, że dostanie ją Gregory, ponieważ był jej kolegą szkolnym i może uda mu się wydusić coś więcej z Azjatki. Nakazał mu jednak, by dziewczyna przeżyła, mogła być jeszcze przydatna.
Draco poczuł wielki ucisk w gardle. Ta idiotka z Ravenclawu pozbawiła go jedynej nadziei jaką posiadał - nadziei na lepsze jutro. Nienawidził Voldemota za to, że był takim chorym zwyrodnialcem, nienawidził swojego ojca za to, że wciągnął ich rodzinę w to bagno. Chciał uciec. Nie przyznałby się nigdy, ale do tej pory głęboko wierzył, że może Potterowi się uda, że Zakon podniesie się po klęsce w Hogwarcie i ruszy do walki. Pogodziłby się nawet z mugolakami w świecie czarodziejów, gdyby w zamian za to odzyskał to wszystko, co było przed powrotem Sam-Wiesz-Kogo.
Obudziła się gdy za oknem było ciemno. Była rozkojarzona, ale czuła się dużo lepiej. Odmrożenia przestały jej dokuczać, a mięśnie bolały jedynie od zastania przez długi czas jej snu. Na stojącym na szafce zegarku zobaczyła, że jest przed północą, a to znaczyło, że przespała cały dzień. Gdy jednak przypomniała sobie, co wydarzyło się poprzedniego dnia zerwała się na równe nogi i ruszyła w stronę drzwi. Wypadła przez nie niczym huragan, a to, ci zobaczyła za nimi zmroziło ją. Severus Snape gościł u siebie Lucjusza Malfoya. Obaj mężczyźni mieli w rękach szklanki z bursztynowym płynem i spoglądali na potarganą od snu Hermionę ze zdziwieniem i zainteresowaniem. Pierwszy niezręczną ciszę przerwał Malfoy senior.
- Dobry wieczór panno Granger, lepiej się pani czuje? - zapytał z odrobiną uszczypliwości.
Gryffonkę zdziwiło jego w miarę uprzejme zachowanie i w mgnieniu oka postanowiła ciągnąć tę farsę. Chciała, żeby uwierzył, że naprawdę jest po ich stronie.
- Witam, Panie Malfoy. Ze mną już wszystko dobrze, dziękuję, że Pan pyta. - odpowiedziała tak grzecznie, jak tylko była w stanie.
- Siadaj Granger i słuchaj, co Lucjusz ma Ci do powiedzenia. - burknął Snape, niszcząc aurę uprzejmej konwersacji. Dziewczyna zajęła wolne krzesło i z oczekiwaniem spojrzała w stronę arystokraty.
- Wydział agentów do spraw tajnych, który ma dostęp do archiwów ministerstwa potwierdził twoje pochodzenie jako czarodziejskie. Jesteś czystokrwistą czarodziejką, od czystej matki i ojca półkrwi. To znaczy, że jesteś odpowiednią kandydatką, by wcielić się do jednego z wielkich, magicznych rodów tak nawiasem mówiąc. Czarny Pan już o tym wie i chce z Tobą osobiście porozmawiać jutro wieczorem.
Przeraziła się na tę wiadomość. Bała się spotkania z nim. Co jeśli wrócił do swojego wężowego wyglądu? Co jeśli zechce ją skrzywdzić? Natychmiast jednak, jak grom uderzyła w nią informacja, że przecież zdradziła przyjaciół i nawet jeśli spotkają ją kolejne okropieństwa, to przyjmie je z godnością, by zmyć z siebie choć trochę poczucia winy. Miała je, pomimo rozgoryczenia po tym, jak nawet nie spróbowali jej odzyskać, jakby była mało ważna, ale z zaskoczeniem odkryła, że nie żałuje tego, co zrobiła wczoraj. Tak jakby wypełniała scenariusz, który ktoś napisał dla jej życia. Czuła, że to właśnie tak miało się potoczyć.