piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 2


     -Severusie, zabierz ją stąd i doprowadź do porządku - rzucił od niechcenia machając ręką Riddle.     
-Tak jest, mój Panie - mruknął Nietoperz, rzucając na bezwładne ciało Gryffonki zaklęcie lewitacji i opuszczając w pośpiechu salę.
Dotarcie do komnat zajęło mu bardzo krótko.  Był wściekły.
  Odłożył wyczerpane ciało dziewczyny  na kanapę, a sam ruszył po niezbędne eliksiry. Gdy wrócił,  zastał dziewczynę siedząca i tępo wpatrującą się w okno.
- Granger,  Ty idiotko! Coś Ty sobie myślała? Dołączyć do Czarnego Pana? Przebywanie z Potterem i Weasleyem wyprało Ci mózg!? -naskoczył na nią, lecz widząc łzy zbierające się w jej oczach dodał tylko:
- W każdym razie sama właśnie skazałaś się na śmierć. Wypij, to zregeneruje Twoje siły. Druga fiolka to Eliksir Słodkiego Snu, weź go i idź się położyć,  porozmawiamy jutro.  Tam masz sypialne - wskazał dłonią na drzwi po lewej stronie od tych, przez które weszli.
- Dziękuję panie profesorze - wyjąkała i zboloała ruszyła w stronę wskazanego miejsca.

Położyła się na łóżku i wpatrywała się w sufit. Czuła się jak ogłuszony gumochłon. Bolał ją każdy mięsień i skóra w miejscu,  w którym dotykała czegoś cieplejszego niż śnieg w jej celi o poranku. Dopiero teraz zdała sobie sprawę,  jak wielu kwestii nie przemyślała, a teraz już było na to za późno.  Osiągnęła tylko jedno - godniejsze warunki do egzystencji.
Wypiła duszkiem eliksir od Snape'a i zasnęła w ciepłej, miękkiej pościeli.

Od upadku Granger zebranie trwało długo.  Zdecydowanie zbyt długo. Lord opowiadał o niezbędnych do złapania czarodziejach, składnikach eliksirów i o zbliżających się egzekucjach więźniów.  Kazał przyprowadzić tych, osadzonych w celach o numerach 1, 2  i 3.
Pierwsza ofiara okazała się być Puchonką podejrzaną o współpracę z Zakonem Feniksa. Dostała ostatnią szansę by powiedzieć coś przydatnego, lecz jej nie wykorzystała. Riddle zabił ją patrząc z obrzydzeniem na to, jak jej brudna krew brudzi jego piękny parkiet.
Więźniem z kolejnej celi był Filius Flitwick - nauczyciel zaklęć w Hogwarcie, który został złapany wraz z Hermioną. Karzeł był torturowany, poddawany bardzo silnemu zaklęciu Legillimens lecz nie powiedział ani słowa. Nawet po podaniu Veritaserum nie wydał z siebie głosu.  Zniecierpliwiony Czarny Pan w zamian za tak nieowocną współpracę odciął mu język,  by już nigdy nie musiał nic mówić i odesłał do lochu.
Ostatnim "szczęśliwcem" okazała się Cho Chang - Krukonka zakochana najpierw w zamordowanym  Cedricu Digorym, a później w Potterze.
Draco wstrzymał oddech. Wiedział, że ją złamali, że będzie mówiła. Była zwyczajnie słaba, zwłaszcza, że złapano ją poprzedniego dnia. Z jednej strony czuł, że to nielojalność wobec Voldemorta, ale z drugiej błagał w myślach, by okazała się silniejsza niż wygląda i nic nie powiedziała, jednak Merlin go nie wysłuchał. Dziewczyna padła na kolana przed Riddlem i błagała o łaskę i obiecała powiedzieć wszystko.  Kazał jej wstać,  a ona z opuszczoną głową opowiedziała,  gdzie ukrywa się Zakon, jak dostali się do zamku opanowanego przez śmierciożerców i podała potencjalne miejsca ich kryjówek. Lord był wyraźnie zadowolony. Pozwolił Chang wrócić do celi, a po jej wyjściu zaoferował ją śmierciożercom jako "osobistą pomoc" co jednak oznaczało niewolnicę.
Zgłosili się Dołohow, Carrow, młody Goyle i Augustus Rockwood. On spojrzał na nich i ostatecznie zdecydował, że dostanie ją Gregory,  ponieważ był jej kolegą szkolnym i może uda mu się wydusić coś więcej z Azjatki. Nakazał mu jednak, by dziewczyna przeżyła, mogła być jeszcze przydatna.

Draco poczuł wielki ucisk w gardle. Ta idiotka z Ravenclawu pozbawiła go jedynej nadziei jaką posiadał - nadziei na lepsze jutro.  Nienawidził Voldemota za to, że był takim chorym zwyrodnialcem, nienawidził swojego ojca za to, że wciągnął ich rodzinę w to bagno. Chciał uciec. Nie przyznałby się nigdy,  ale do tej pory głęboko wierzył, że może Potterowi się uda, że Zakon podniesie się po klęsce w Hogwarcie i ruszy do walki. Pogodziłby się nawet z mugolakami w świecie czarodziejów, gdyby w zamian za to odzyskał to wszystko, co było przed powrotem Sam-Wiesz-Kogo.

Obudziła się gdy za oknem było ciemno. Była rozkojarzona, ale czuła się dużo lepiej.  Odmrożenia przestały jej dokuczać,  a mięśnie bolały jedynie od zastania przez długi czas jej snu. Na stojącym na szafce zegarku zobaczyła, że jest przed północą, a to znaczyło, że przespała cały dzień. Gdy jednak przypomniała sobie,  co wydarzyło się poprzedniego dnia zerwała się na równe nogi i ruszyła w stronę drzwi. Wypadła przez nie niczym huragan, a to, ci zobaczyła za nimi zmroziło ją. Severus Snape gościł u siebie Lucjusza Malfoya. Obaj mężczyźni mieli w rękach szklanki z bursztynowym płynem i spoglądali na potarganą od snu Hermionę ze zdziwieniem i zainteresowaniem. Pierwszy niezręczną ciszę przerwał Malfoy senior.
- Dobry wieczór panno Granger, lepiej się pani czuje? - zapytał z odrobiną uszczypliwości.
Gryffonkę zdziwiło jego w miarę uprzejme zachowanie i w mgnieniu oka postanowiła ciągnąć tę farsę. Chciała, żeby uwierzył,  że naprawdę jest po ich stronie.
- Witam, Panie Malfoy. Ze mną już wszystko dobrze, dziękuję, że Pan pyta. - odpowiedziała tak grzecznie, jak tylko była w stanie.
- Siadaj Granger i słuchaj, co Lucjusz ma Ci do powiedzenia. - burknął Snape, niszcząc aurę uprzejmej konwersacji.  Dziewczyna zajęła wolne krzesło i z oczekiwaniem spojrzała w stronę arystokraty.
- Wydział agentów do spraw tajnych, który ma dostęp do archiwów ministerstwa potwierdził twoje pochodzenie jako czarodziejskie. Jesteś czystokrwistą czarodziejką, od czystej matki i ojca półkrwi. To znaczy, że jesteś odpowiednią kandydatką, by wcielić się do jednego z wielkich, magicznych rodów tak nawiasem mówiąc.  Czarny Pan już o tym wie i chce z Tobą osobiście porozmawiać jutro wieczorem.
Przeraziła się na tę wiadomość.  Bała się spotkania z nim. Co jeśli wrócił do swojego wężowego wyglądu?  Co jeśli zechce ją skrzywdzić?  Natychmiast jednak, jak grom uderzyła w nią informacja, że przecież zdradziła przyjaciół i nawet jeśli spotkają ją kolejne okropieństwa, to przyjmie je z godnością, by zmyć z siebie choć trochę poczucia winy. Miała je, pomimo rozgoryczenia po tym, jak nawet nie spróbowali jej odzyskać,  jakby była mało ważna, ale z zaskoczeniem odkryła, że nie żałuje tego, co zrobiła wczoraj.  Tak jakby wypełniała scenariusz, który ktoś napisał dla jej życia.  Czuła, że to właśnie tak miało się potoczyć.

czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział 1



Szli długimi, ponurymi korytarzami siedzib lorda. Arystokrata
przywiązał do siebie dziewczynę zaklęciem, by nie mogła odejść od
niego dalej niż 2 metry i pozwolił, by szła za nim. Nie mógł patrzeć
na wrak człowieka, którym się stawała. Zastanawiał się, czy odpuściła.
Szła za nim potulna jak baranek, niczym nie przypominając rozgadanej,
pełnej życia Gryffonki, której nie dało się poskromić.

W zupełnej ciszy dotarli do głównej sali kwater Voldemorta, przed
którą zastali dwóch strażników. Oboje kiwnęli głowami z szacunkiem
witając mężczyznę i otworzyli drzwi nie patrząc nawet na dziewczynę,
która równie dobrze mogła już nie wyjść z stamtąd o własnych siłach.

Śmierciożerca zdjął z brązowowłosej zaklęcie i zostawił ją na środku
komnaty. Sam dołączył do reszty obecnych dookoła osób, które zajmowały
miejsca bliżej ścian. Stanął między matką, a ojcem i spojrzał w stronę
wzniesienia, na którym zwykle zasiadał Czarny Pan. Ze zdziwieniem
spostrzegł, że nie jest on jeszcze obecny. Wtedy usłyszał głośny huk
wielkich, dębowych drzwi. Odwrócił głowę, a osobą, która wywołała to
całe zamieszanie okazał się sam Voldemort. Jednak uwagę skupiała
postać, w której się pojawił. Szczupły młodzieniec, o ciemnobrązowych
włosach, bladej skórze, przystojnej twarzy i zielonych oczach. W
czarnych, powłóczystych szatach dających złudzenie jakby lewitował
kilka centymetrów nad ziemią, a nie szedł dotarł do swojego tronu.
Wszyscy zamilkli w zdumieniu i przerażeniu. To nadal był ten sam
psychopatyczny morderca, tylko w postaci Toma Riddle z młodości.
- Witajcie moi wierni poddani. Zgromadziłem Was tu dziś, ponieważ mam
do przekazania kilka istotnych informacji. - powiedział i uśmiechnął
się okrutnie zerkając na stojącą na środku osłupiałą Hermionę.
Gdyby nie paraliżujący strach, dziewczyna stałaby teraz z szeroko
otwartą buzią.
-Na początek, jak już pewnie większość z was zdążyła zauważyć
Severusowi nareszcie udało się dla mnie stworzyć eliksir odmładzający
- po czym pogłaskał się teatralnie po młodej twarzy. Zaszumiało od
chichotów, jednak nikt, poza Bellatrix nie odważył się śmiać głośniej.
Szybko wszystko znów umilkło, a Czarny Pan kontynuował:
- Jest to eliksir zmiany postaci dużo trwalszy niż wielosokowy i bez
konieczności dodawania próbki tego, w kogo chcemy się zamienić. Dobrze
znów mieć ludzką postać. Kolejną sprawą jest obecność naszego
szanownego gościa. Przyjaciółka Harrego Pottera jest tu dziś z nami i
czuję, że chce nam coś opowiedzieć, prawda szlamo? - warknął na nią.
W tej samej chwili Hermionie wpadł do głowy pewien pomysł. Postanowiła
spróbować, bo to mogła być jedyna szansa, by wyrwać się z tych
okrutnych lochów.
- Tak, masz racje panie - powiedziała z udawaną skruchą.
- Chciałabym Ci przekazać, że przemyślałam swoje życie podczas gościny
tu i postanowiłam, że jeśli tylko zgodzisz się mnie przyjąć to dołączę
do Ciebie. Na pewno nie życzysz sobie w swoich szeregach mugolaków,
ale ja nim nie jestem wbrew temu, co reszta sądzi i skutecznie mi o
tym przypomina. Otóż, jestem adoptowana przez mugoli, którzy są moimi
rodzicami. Nie znam swojej prawdziwej rodziny.
- Fascynujące, zaprawdę niezwykłe. Waleczna Hermiona Granger,
najmądrzejsza czarownica w Hogwarcie chce zdradzić przyjaciół i
dołączyć do zwycięzców? A na dodatek okazała się nie być brudna! -
zaśmiał się.
- Ja już nie mam przyjaciół - pomyślała z goryczą o ludziach, którzy
przez dwa miesiące nawet nie spróbowali jej odbić. Prawdę mówiąc nie
miała nic do stracenia. Chciała tylko być wolna. Chyba wreszcie się
poddała.
-Przemyślę Twoją propozycję. Severusowi przyda się pomoc. Skąd mam
jednak wiedzieć, że nie zdradzisz mnie przy pierwszej możliwej okazji?
-Złożę wieczystą przysięgę.
Szumy, które wywołało wyznanie Gryffonki o jej pochodzeniu natychmiast
ucichły. Nastała głęboka cisza, a atmosfera wydawała się tak gęsta, że
prawie fizycznie wyczuwalna.
-Wspaniale - zasyczał.
Nie chcę Cię jednak jako śmierciożercy. Chcę wykorzystać Twoją słynną
inteligencję w innych celach. Podejdź tu Bello, będziesz świadkiem.
Czarny Pan podszedł do dziewczyny i wyciągnął do niej dłoń. Ona,
trzęsąc się z wyczerpania również uniosła swoją. Gdy go dotknęła
poczuła ogromny przepływ magii pomiędzy ich ciałami. Lestrange
podeszła wolnym, zmysłowym krokiem i wyczarowała nić wiążącą ich
zaklęciem.
- Czy Ty, Granger przysięgasz wierną i oddaną służbę naszemu Czarnemu
Panu, w każdej chwili i każdej sprawie aż do końca?
-Przysięgam - odpowiedziała i z pokorą opuściła głowę.
-Moja droga Hermiono, witamy w zwycięskich szeregach - zakpił Riddle.
- Zostaniesz przydzielona jako pomoc Severusowi w jego obowiązkach i
zrobisz wszystko, co Ci każe z należytym szacunkiem, prawda?
- Tak jest, mój Panie.
-Doskonale. Teraz odejdź do swojego przełożonego.
Wzrokiem poszukała na sali Snape'a i podeszła do niego najszybciej,
jak tylko pozwalało jej wycieńczone ciało. Zastanawiając się nad tym,
co właśnie zrobiła, jak jedna pochopna myśl sprawiła, że zdradziła
wieloletnich przyjaciół i przyłożyła palec do ich niechybnej śmierci
poczuła, że osuwa się na kolana, obraz robi się rozmazany i ciemny, a
ona sama odlatuje w nicość.
***

Zupełnie nie spodziewał tego, co się wydarzyło, ale czy nie ta
sytuacja śniła mu się zeszłej nocy? Widział wtedy właśnie ją, ale nie
wyglądała jak teraz. Była nieskazitelna, poważna, świetlista, jakby
odległa i piękna. Widział też jego w swojej wężowej postaci
trzymającego jej dłoń i wypowiadającego słowa, których znaczenie nie
docierało do Dracona. Były w jego ojczystym angielskim, jednak sens
wydawał się omijać jego pojmowanie. Po przebudzeniu nie pamiętał tych
słów. Czuł tylko ogromne współczucie do niewinnej dziewczyny. Nieważne, kim była. Miała wybór, czego niestety nie mógł powiedzieć o
sobie.

  Widząc, jak dziewczyna pada na ziemię z głuchym łoskotem coś w nim
drgnęło. Przypływ heroicznej odwagi nakazał mu pobiec do niej. Nie
wiedział po co, ani co to da, ale czuł, że powinien.
Nim dotarł do bezwładnie leżącego ciała ktoś szarpnął go za ramię.
- Co ty wyprawiasz Draco? Chcesz, żeby lord cię ukarał? - wysyczał mu
do ucha ojciec.
Cała odwaga uleciała z niego natychmiast. Grzecznie stanął na swoim
miejscu udając, że tylko rozgląda się w poszukiwaniu źródła hałasu.
Poczuł palący wstyd za swoje uczucia, a raczej za to, że nie panował
nad nimi, nie pozbył się ich, był słaby. Zbyt ludzki w tym świecie.

wtorek, 17 listopada 2015

Prolog



  Wszyscy z napięciem czekali, aż opadnie zniszczona przez Voldemorta bariera obronna nad Hogwartem, a śmierciożercy wkroczą do zamku.  Z oddali było widać ich ogrom i potęgę. Przez długą chwilę nic się nie działo, lecz nagle, znikąd czarne postaci zaczęły pojawiać się na dziedzińcu.
-Złamali bariery aportacyjne, uciekajcie, uciekajcie! - krzyczała profesor McGonagall biegnąc po schodach.
Nim Hermiona zdążyła odejść od okna poczuła mocny cios w tył czaszki, usłyszała trzask teleportacji i zapadła się w ciemność.

  Zimowy poranek dawał się we znaki w celi, w której obecnie przebywała. Zimne powietrze i śnieg wpadający między kratami okna bez szyby sprawiał, że czuła jakby ktoś wbijał w jej odkryte ciało ostre odłamki lodu, a ona sama nie mogła się nawet objąć ramionami dla zatrzymania temperatury będąc przykuta do ściany mosiężnymi kajdanami tuż przy suficie.  Wiedziała, że nie może płakać, bo łzy zamarzną jej na policzkach, ale z trudem się przed tym powstrzymywała. Wszystkie mięśnie miała odrętwiałe po dwóch nocach spędzonych na bezwładnym zwisaniu. Przenieśli ją tu po ostatniej próbie ucieczki, by dać jej nauczkę. Wiedziała, że nie pozwolą jej umrzeć, jeszcze nie teraz. Była zbyt cenną kartą przetargową, jednak nie szczędzili jej upokorzeń. W ramach kary za poprzednie próby ucieczki była rozbierana  i biczowana, lub torturowana zaklęciami nie pozostawiającymi śladów na skórze, jedynie w psychice, lecz ona się nie poddawała. Teraz jednak wisi naga pod sufitem celi, a jej skostniałe i obolałe ciało daje jej do zrozumienia, że jak zwykle nic nie udało jej się osiągnąć poza kolejnym ośmieszeniem w oczach śmierciożerców. 

Mijały godziny, ale w dalszym ciągu nikt się nie pojawił, by chociaż ją nakarmić. Potrzeby fizjologiczne zahamowano u niej eliksirem, dlatego przynajmniej tego kłopotu jej oszczędzono.  Była skrajnie wyczerpana i już chciała błagać i przepraszać, byleby tylko wrócić do poprzedniej celi w ubraniu, gdy drzwi, a zaraz potem kraty otworzyły się. Do środka weszła ostatnia osoba, którą spodziewałaby się zobaczyć.  Arystokrata spojrzał na nią z kamienną twarzą i powiedział:
 – Koniec Twojej kary Granger. Czarny Pan chce cię widzieć.  
Wycelował różdżką w bransolety kajdan i uwolnił jej nadgarstki. Dziewczyna przewidując bolesne spotkanie z podłogą zacisnęła oczy, jednak upadek wydał jej się dziwnie miękki. Otworzyła szeroko oczy, które spotkały się z stalowymi tęczówkami jej wybawcy.  Uczucie rozlewającej się po ciele fali ciepła sprawiło, że miała ochotę objąć go i błagać by nie puszczał jej dopóki trochę się nie ogrzeje. Powstrzymała się jednak, chcąc zachować resztki godności, której i tak pozostało jej niewiele od początku jej pobytu w kryjówce śmierciożerców, który trwał już prawie pół roku.

  Widząc jej zamglone spojrzenie, mężczyznę ścisnęło serce. Poczuł coś, na kształt współczucia i złapał ją, gdy spadała.  Gdy otworzyła zaciśnięte oczy zobaczył w nich smutek, rozgoryczenie  i wdzięczność. Tak, to na pewno była wdzięczność.  Nie chciał, by czuła to do niego.  Wolałby widzieć wstręt i odrazę, wtedy łatwiej jest zdławić poczucie winy i człowieczeństwa.

  Odstawił dziewczynę na ziemię i wycelował w nią różdżką.  Przerażenie w jej oczach zraniło go. Przecież jej pomógł! Złapał ją, a ona mu nie ufa. Zdał sobie jednak szybko sprawę, że brązowowłosa nie ma żadnych podstaw, by mu ufać choć trochę. Zawsze nią gardził, a teraz celuje w nią różdżką. Nie najlepiej to wyglądało. Zaraz potem otrząsnął się z tych myśli łapiąc się na tym, że zaczyna czuć do kogoś empatię, a na to nie mógł sobie pozwolić. Chciał być potworem, nienawidzić, przerażać i nie mieć wyrzutów sumienia. Nie, on nie chciał, on musiał nim być. Tego od niego wymagano.

  Nie chcąc dłużej patrzeć na nagie, wychudzone i  zaczerwienione z zimna ciało dziewczyny machnął różdżką, a na jej ramionach pojawiła się długa do ziemi, prosta, ciepła, czarna szata, a na stopach trzewiki. Czerń podkreślała tylko jej bladość i zapadnięte policzki, a popękane, krwisto czerwone usta, ciemnobrązowe, kręcone włosy do pasa i poważne spojrzenie nadawały jej upiorności. Odwrócił się, gdyż nie chciał patrzeć na to, co niewola zrobiła z wiecznie uśmiechniętej, pełnej życia kujonki, którą kiedyś była Hermiona Granger.

Witajcie!

Jestem Noxie, a przed Wami moje zupełnie nowe opowiadanie opierające się na fabule sagi Harry Potter. Jednak wydarzenia i charaktery bohaterów wykreowane przez Panią Rowling nie zostaną przeze mnie zachowane w zupełności.
Wydarzenia mają miejsce podczas wojny Zakonu Feniksa ze Śmierciożercami pomijając śmierć Dumbledore'a.. Nie określam parringu, wolę, żeby czytelnicy sami obrali sobie tok myślenia, by mieć ten element zaskoczenia. Reszty dowiecie się czytając tego bloga. Serdecznie zapraszam i życzę przyjemnej lektury!
Szablon wykonała Ronnie