wtorek, 17 listopada 2015

Prolog



  Wszyscy z napięciem czekali, aż opadnie zniszczona przez Voldemorta bariera obronna nad Hogwartem, a śmierciożercy wkroczą do zamku.  Z oddali było widać ich ogrom i potęgę. Przez długą chwilę nic się nie działo, lecz nagle, znikąd czarne postaci zaczęły pojawiać się na dziedzińcu.
-Złamali bariery aportacyjne, uciekajcie, uciekajcie! - krzyczała profesor McGonagall biegnąc po schodach.
Nim Hermiona zdążyła odejść od okna poczuła mocny cios w tył czaszki, usłyszała trzask teleportacji i zapadła się w ciemność.

  Zimowy poranek dawał się we znaki w celi, w której obecnie przebywała. Zimne powietrze i śnieg wpadający między kratami okna bez szyby sprawiał, że czuła jakby ktoś wbijał w jej odkryte ciało ostre odłamki lodu, a ona sama nie mogła się nawet objąć ramionami dla zatrzymania temperatury będąc przykuta do ściany mosiężnymi kajdanami tuż przy suficie.  Wiedziała, że nie może płakać, bo łzy zamarzną jej na policzkach, ale z trudem się przed tym powstrzymywała. Wszystkie mięśnie miała odrętwiałe po dwóch nocach spędzonych na bezwładnym zwisaniu. Przenieśli ją tu po ostatniej próbie ucieczki, by dać jej nauczkę. Wiedziała, że nie pozwolą jej umrzeć, jeszcze nie teraz. Była zbyt cenną kartą przetargową, jednak nie szczędzili jej upokorzeń. W ramach kary za poprzednie próby ucieczki była rozbierana  i biczowana, lub torturowana zaklęciami nie pozostawiającymi śladów na skórze, jedynie w psychice, lecz ona się nie poddawała. Teraz jednak wisi naga pod sufitem celi, a jej skostniałe i obolałe ciało daje jej do zrozumienia, że jak zwykle nic nie udało jej się osiągnąć poza kolejnym ośmieszeniem w oczach śmierciożerców. 

Mijały godziny, ale w dalszym ciągu nikt się nie pojawił, by chociaż ją nakarmić. Potrzeby fizjologiczne zahamowano u niej eliksirem, dlatego przynajmniej tego kłopotu jej oszczędzono.  Była skrajnie wyczerpana i już chciała błagać i przepraszać, byleby tylko wrócić do poprzedniej celi w ubraniu, gdy drzwi, a zaraz potem kraty otworzyły się. Do środka weszła ostatnia osoba, którą spodziewałaby się zobaczyć.  Arystokrata spojrzał na nią z kamienną twarzą i powiedział:
 – Koniec Twojej kary Granger. Czarny Pan chce cię widzieć.  
Wycelował różdżką w bransolety kajdan i uwolnił jej nadgarstki. Dziewczyna przewidując bolesne spotkanie z podłogą zacisnęła oczy, jednak upadek wydał jej się dziwnie miękki. Otworzyła szeroko oczy, które spotkały się z stalowymi tęczówkami jej wybawcy.  Uczucie rozlewającej się po ciele fali ciepła sprawiło, że miała ochotę objąć go i błagać by nie puszczał jej dopóki trochę się nie ogrzeje. Powstrzymała się jednak, chcąc zachować resztki godności, której i tak pozostało jej niewiele od początku jej pobytu w kryjówce śmierciożerców, który trwał już prawie pół roku.

  Widząc jej zamglone spojrzenie, mężczyznę ścisnęło serce. Poczuł coś, na kształt współczucia i złapał ją, gdy spadała.  Gdy otworzyła zaciśnięte oczy zobaczył w nich smutek, rozgoryczenie  i wdzięczność. Tak, to na pewno była wdzięczność.  Nie chciał, by czuła to do niego.  Wolałby widzieć wstręt i odrazę, wtedy łatwiej jest zdławić poczucie winy i człowieczeństwa.

  Odstawił dziewczynę na ziemię i wycelował w nią różdżką.  Przerażenie w jej oczach zraniło go. Przecież jej pomógł! Złapał ją, a ona mu nie ufa. Zdał sobie jednak szybko sprawę, że brązowowłosa nie ma żadnych podstaw, by mu ufać choć trochę. Zawsze nią gardził, a teraz celuje w nią różdżką. Nie najlepiej to wyglądało. Zaraz potem otrząsnął się z tych myśli łapiąc się na tym, że zaczyna czuć do kogoś empatię, a na to nie mógł sobie pozwolić. Chciał być potworem, nienawidzić, przerażać i nie mieć wyrzutów sumienia. Nie, on nie chciał, on musiał nim być. Tego od niego wymagano.

  Nie chcąc dłużej patrzeć na nagie, wychudzone i  zaczerwienione z zimna ciało dziewczyny machnął różdżką, a na jej ramionach pojawiła się długa do ziemi, prosta, ciepła, czarna szata, a na stopach trzewiki. Czerń podkreślała tylko jej bladość i zapadnięte policzki, a popękane, krwisto czerwone usta, ciemnobrązowe, kręcone włosy do pasa i poważne spojrzenie nadawały jej upiorności. Odwrócił się, gdyż nie chciał patrzeć na to, co niewola zrobiła z wiecznie uśmiechniętej, pełnej życia kujonki, którą kiedyś była Hermiona Granger.

1 komentarz:

Szablon wykonała Ronnie