czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział 1



Szli długimi, ponurymi korytarzami siedzib lorda. Arystokrata
przywiązał do siebie dziewczynę zaklęciem, by nie mogła odejść od
niego dalej niż 2 metry i pozwolił, by szła za nim. Nie mógł patrzeć
na wrak człowieka, którym się stawała. Zastanawiał się, czy odpuściła.
Szła za nim potulna jak baranek, niczym nie przypominając rozgadanej,
pełnej życia Gryffonki, której nie dało się poskromić.

W zupełnej ciszy dotarli do głównej sali kwater Voldemorta, przed
którą zastali dwóch strażników. Oboje kiwnęli głowami z szacunkiem
witając mężczyznę i otworzyli drzwi nie patrząc nawet na dziewczynę,
która równie dobrze mogła już nie wyjść z stamtąd o własnych siłach.

Śmierciożerca zdjął z brązowowłosej zaklęcie i zostawił ją na środku
komnaty. Sam dołączył do reszty obecnych dookoła osób, które zajmowały
miejsca bliżej ścian. Stanął między matką, a ojcem i spojrzał w stronę
wzniesienia, na którym zwykle zasiadał Czarny Pan. Ze zdziwieniem
spostrzegł, że nie jest on jeszcze obecny. Wtedy usłyszał głośny huk
wielkich, dębowych drzwi. Odwrócił głowę, a osobą, która wywołała to
całe zamieszanie okazał się sam Voldemort. Jednak uwagę skupiała
postać, w której się pojawił. Szczupły młodzieniec, o ciemnobrązowych
włosach, bladej skórze, przystojnej twarzy i zielonych oczach. W
czarnych, powłóczystych szatach dających złudzenie jakby lewitował
kilka centymetrów nad ziemią, a nie szedł dotarł do swojego tronu.
Wszyscy zamilkli w zdumieniu i przerażeniu. To nadal był ten sam
psychopatyczny morderca, tylko w postaci Toma Riddle z młodości.
- Witajcie moi wierni poddani. Zgromadziłem Was tu dziś, ponieważ mam
do przekazania kilka istotnych informacji. - powiedział i uśmiechnął
się okrutnie zerkając na stojącą na środku osłupiałą Hermionę.
Gdyby nie paraliżujący strach, dziewczyna stałaby teraz z szeroko
otwartą buzią.
-Na początek, jak już pewnie większość z was zdążyła zauważyć
Severusowi nareszcie udało się dla mnie stworzyć eliksir odmładzający
- po czym pogłaskał się teatralnie po młodej twarzy. Zaszumiało od
chichotów, jednak nikt, poza Bellatrix nie odważył się śmiać głośniej.
Szybko wszystko znów umilkło, a Czarny Pan kontynuował:
- Jest to eliksir zmiany postaci dużo trwalszy niż wielosokowy i bez
konieczności dodawania próbki tego, w kogo chcemy się zamienić. Dobrze
znów mieć ludzką postać. Kolejną sprawą jest obecność naszego
szanownego gościa. Przyjaciółka Harrego Pottera jest tu dziś z nami i
czuję, że chce nam coś opowiedzieć, prawda szlamo? - warknął na nią.
W tej samej chwili Hermionie wpadł do głowy pewien pomysł. Postanowiła
spróbować, bo to mogła być jedyna szansa, by wyrwać się z tych
okrutnych lochów.
- Tak, masz racje panie - powiedziała z udawaną skruchą.
- Chciałabym Ci przekazać, że przemyślałam swoje życie podczas gościny
tu i postanowiłam, że jeśli tylko zgodzisz się mnie przyjąć to dołączę
do Ciebie. Na pewno nie życzysz sobie w swoich szeregach mugolaków,
ale ja nim nie jestem wbrew temu, co reszta sądzi i skutecznie mi o
tym przypomina. Otóż, jestem adoptowana przez mugoli, którzy są moimi
rodzicami. Nie znam swojej prawdziwej rodziny.
- Fascynujące, zaprawdę niezwykłe. Waleczna Hermiona Granger,
najmądrzejsza czarownica w Hogwarcie chce zdradzić przyjaciół i
dołączyć do zwycięzców? A na dodatek okazała się nie być brudna! -
zaśmiał się.
- Ja już nie mam przyjaciół - pomyślała z goryczą o ludziach, którzy
przez dwa miesiące nawet nie spróbowali jej odbić. Prawdę mówiąc nie
miała nic do stracenia. Chciała tylko być wolna. Chyba wreszcie się
poddała.
-Przemyślę Twoją propozycję. Severusowi przyda się pomoc. Skąd mam
jednak wiedzieć, że nie zdradzisz mnie przy pierwszej możliwej okazji?
-Złożę wieczystą przysięgę.
Szumy, które wywołało wyznanie Gryffonki o jej pochodzeniu natychmiast
ucichły. Nastała głęboka cisza, a atmosfera wydawała się tak gęsta, że
prawie fizycznie wyczuwalna.
-Wspaniale - zasyczał.
Nie chcę Cię jednak jako śmierciożercy. Chcę wykorzystać Twoją słynną
inteligencję w innych celach. Podejdź tu Bello, będziesz świadkiem.
Czarny Pan podszedł do dziewczyny i wyciągnął do niej dłoń. Ona,
trzęsąc się z wyczerpania również uniosła swoją. Gdy go dotknęła
poczuła ogromny przepływ magii pomiędzy ich ciałami. Lestrange
podeszła wolnym, zmysłowym krokiem i wyczarowała nić wiążącą ich
zaklęciem.
- Czy Ty, Granger przysięgasz wierną i oddaną służbę naszemu Czarnemu
Panu, w każdej chwili i każdej sprawie aż do końca?
-Przysięgam - odpowiedziała i z pokorą opuściła głowę.
-Moja droga Hermiono, witamy w zwycięskich szeregach - zakpił Riddle.
- Zostaniesz przydzielona jako pomoc Severusowi w jego obowiązkach i
zrobisz wszystko, co Ci każe z należytym szacunkiem, prawda?
- Tak jest, mój Panie.
-Doskonale. Teraz odejdź do swojego przełożonego.
Wzrokiem poszukała na sali Snape'a i podeszła do niego najszybciej,
jak tylko pozwalało jej wycieńczone ciało. Zastanawiając się nad tym,
co właśnie zrobiła, jak jedna pochopna myśl sprawiła, że zdradziła
wieloletnich przyjaciół i przyłożyła palec do ich niechybnej śmierci
poczuła, że osuwa się na kolana, obraz robi się rozmazany i ciemny, a
ona sama odlatuje w nicość.
***

Zupełnie nie spodziewał tego, co się wydarzyło, ale czy nie ta
sytuacja śniła mu się zeszłej nocy? Widział wtedy właśnie ją, ale nie
wyglądała jak teraz. Była nieskazitelna, poważna, świetlista, jakby
odległa i piękna. Widział też jego w swojej wężowej postaci
trzymającego jej dłoń i wypowiadającego słowa, których znaczenie nie
docierało do Dracona. Były w jego ojczystym angielskim, jednak sens
wydawał się omijać jego pojmowanie. Po przebudzeniu nie pamiętał tych
słów. Czuł tylko ogromne współczucie do niewinnej dziewczyny. Nieważne, kim była. Miała wybór, czego niestety nie mógł powiedzieć o
sobie.

  Widząc, jak dziewczyna pada na ziemię z głuchym łoskotem coś w nim
drgnęło. Przypływ heroicznej odwagi nakazał mu pobiec do niej. Nie
wiedział po co, ani co to da, ale czuł, że powinien.
Nim dotarł do bezwładnie leżącego ciała ktoś szarpnął go za ramię.
- Co ty wyprawiasz Draco? Chcesz, żeby lord cię ukarał? - wysyczał mu
do ucha ojciec.
Cała odwaga uleciała z niego natychmiast. Grzecznie stanął na swoim
miejscu udając, że tylko rozgląda się w poszukiwaniu źródła hałasu.
Poczuł palący wstyd za swoje uczucia, a raczej za to, że nie panował
nad nimi, nie pozbył się ich, był słaby. Zbyt ludzki w tym świecie.

2 komentarze:

  1. O! Fajnie, wygląda całkiem dobrze!
    Podoba mi się Voldemort w postaci Toma Riddlea. Dosłownie mi się podoba XD ale fakt, że nigdzie indziej tego jeszcze nie przyuważyłam daje Ci + do oryginalności, co bardzo lubię. Także + na samym początku, szalejesz :D
    Na miejscu Hermiony także zrobiłabym wszystko byleby wyrwać się na wolność. Nawet uniżyć. Chociaż nie jest to może cecha Gryfonów, oni raczej walczyliby do samego końca... aczkolwiek to tylko ludzie, życie powinno być ważniejsze niż duma ;_; (co ja pisze)
    Okej, jest zajebiście. Brakuje mi tylko podniosłości sceny wieczystej przysięgi, czegoś co by elektryzowało i dawało bardziej poczuć "jej głębie" wiesz co mam na myśli mam nadzieję? :x
    Aczkolwiek słowo "przełożony" nie brzmi mi w ustach Voldemorta... a tak idąc nurtem rzeki moich myśli, to przecież nie każdy wiedział jak wyglądał w postaci riddlea, w sumie tylko garstka osób. Można by tym niezły przekręt zrobić.
    Heroiczny draco malfoy też nie stoi w mojej wizji, chyba mi koliduje z kanonicznym malfoyem :x
    ACZKOLWIEK nie jest to książka, tu kanon się nagina, także tego czepiać się w życiu nie będę :D
    Podsumowując, zapowiada się świetnie, lubię takie klimaty, widać, że masz pomysł na całą historię i potrafisz zaciekawić. Ja się nabrałam na haczyk, czekam na kolejne rozdziały C:
    Pozdrawiam,
    http://hunulv-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz :-) czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Ronnie